Naprawdę rzadko odwiedzałam mamę, wiem, nie powinnam tak robić. Moja przeprowadzka z Norymbergi do Monachium nic nie dała, a nawet i pogorszyła sprawę. Co za wyrodny dzieciak ze mnie. Jestem niewdzięcznicą. Okropną córką.
To wszystko tłumaczyłam i jej, i sobie, nawałem pracy. Ale mama była sprytniejsza i domyśliła się, że kryje się pod tym coś bardziej poważnego. Widać, jak bardzo to wszystko sobą pokazywałam... Myślałam, że radziłam sobie z tym choć trochę lepiej. Wystarczy, że przy Kodjovim kompletnie się rozłamałam...
Prawdy dowiedziała się jeszcze przed naszym wyjazdem w Alpy. Na dobrą sprawę nie musiałam zbyt wiele mówić, ona po prostu patrząc się na mnie, moją twarz, oczy, ręce, widziała, jak reagowałam na Moritza... A reagowałam naprawdę źle... Moje ciało zaczynało drżeć, wargi podobnie. Oczy się szkliły... Dzięki czemu zrozumiała, że to było coś więcej.
Z każdym dniem wariowałam coraz bardziej. Gdy tylko zamykałam oczy, widziałam go. Jego twarz, wszystkie wspomnienia z nim związane... Byłam tym przerażona, powinnam się leczyć.
Mama podczas tej „rozmowy” zadała jedno bardzo ważne pytanie.
„Dlaczego nie walczyłaś?”
No właśnie, Alessa. Dlaczego nie walczyłaś? Dlaczego go sobie odpuściłaś? Strach aż tak bardzo Cię sparaliżował?
Odpowiedź jest cholernie oczywista, dlatego lepiej będzie, jak ją pominę.
Przecież raz już go straciłam. Wtedy, gdy nie byłam świadoma tego, ile dla mnie znaczy; pokazała mi to dopiero jego nieobecność. Wtedy, gdy po prostu był dla mnie kimś jak brat, którego nigdy nie miałam. Brat, który stał się nagle najważniejszą osobą...
Cierpiałam tyle lat. A gdy miałam go na wyciągnięcie ręki, ba, nawet jeszcze bliżej, tak po prostu zrezygnowałam, bo stwierdziłam, że nie starał się tak, jak według mnie powinien.
A robił to wszystko po swojemu. Myślał, że to, co robi, jest dobre. Może i dla niego było, ale dla mnie...
Tak nie było, niestety. Ale gdybym powiedziała, że nie próbował... Po prostu bym nie doceniła tego wszystkiego, co było przez pierwsze miesiące tego roku. Robił naprawdę wiele. Jednak to nie było do końca tym, czego po nim oczekiwałam.
Nie powinnam wybrzydzać. A teraz płaciłam tego cenę.
*
Nadchodzący Nowy Rok nakłonił mnie do tego, aby w końcu spełnić jakieś noworoczne postanowienie. Wszyscy mówili, że będą się zmieniali i inne takie, a to wszystko i tak kończyło się fiaskiem. Ja postanowiłam się wyłamać i w końcu coś w sobie zmienić.
W sylwestrowy poranek usiadłam z mamą na hotelowym łóżku zaopatrzona w masę karteczek, dwa długopisy i dwa woreczki, abyśmy mogły spisać swoje refleksje i rozporządzenia na nadchodzące 365 dni.
Pośród stosiku tekstów typu „przestanę być pracoholikiem”, „wspomogę organizację charytatywną” i innych takich znalazły się trzy ważne słowa. I inicjał.
„odezwę się do M.”
Chyba nie muszę mówić, kto kryje się pod tym „M.”? Tak? To dobrze.
Ostatnie miesiące pokazały mi, że bez niego nie mam nic. Dzięki niemu wszystko nabrało barw, a po mojej decyzji... Sama sobie odebrałam te kolory z życia. I nie próbowałam walczyć, gdy on... odpuścił?
Telefony zdarzały się coraz rzadziej, Nono mówił coraz mniej... To teraz zaczęło mnie napędzać, aby zawalczyć.
Ten ostatni raz.
Wieczorem wybrałyśmy się do baru mieszczącego się na parterze naszego hotelu. Nie tylko my spędzałyśmy Sylwestra w ten sposób – dookoła roiło się ludzi. Nie byłam na to zbyt chętna, ale nie chciałam odmawiać rodzicielce.
Siedziałyśmy w jednej z lóż, w tle leciały znane przeboje ostatnich dekad. Mama rozmawiała z Andreią, rodzicielką Moritza... Odetchnęłam ciężej, przypominając sobie o woreczku znajdującym się w naszym pokoju. O woreczku i jednej z wielu karteczek, która zawierała moje – możliwe, że najważniejsze – postanowienie noworoczne.
Schwyciłam telefon i wyszukałam w książce telefonicznej jego numer. Podejmowałam kilka prób wybrania go, jednak ostatecznie i tak rezygnowałam.
Mógł przecież nie odebrać. Miał swoje życie, swoje plany, chociaż pewnie i tak bawił się właśnie z Nono i Ivanem.
Mógł usunąć mój numer i mnie ze swojego życia. Miał takie prawo, przecież tyle czasu nie dawałam mu żadnego znaku.
Mógł zrobić jeszcze inne rzeczy, o których nawet nie chciałam myśleć.
Ostatecznie otworzyłam wiadomości i kliknęłam w pole tekstowe. Wystukałam kilka słów, które momentalnie usunęłam.
Nie wiedziałam co mogę mu napisać.
Długo wpatrywałam się w ekran, popijając zakupionego niedawno drinka. Nie miałam pomysłu, co mu wysłać. Może lepiej zrezygnować i znów pokazać się jako tchórz? Przecież to najprostsze wyjście. Najprostsze i najgłupsze.
ja: Z okazji zbliżającego się Nowego Roku chciałabym Ci życzyć wszystkiego, co najlepsze. Również chcę Ci podziękować za to, że sprawiłeś, że mijający rok, a dokładniej nasz wspólny czas, był dla mnie czymś wyjątkowym. Liczę, że dla Ciebie był on choć w połowie tak dobry, jak dla mnie. Jednocześnie chcę Cię przeprosić za to wszystko, co się wydarzyło, ale po prostu nie potrafiłam inaczej. Szczęśliwego Nowego Roku, Mo. Al.
Uśmiechnęłam się przez łzy, wciskając „Wyślij”. Nie liczyłam, że mi odpisze. Może odczyta. Albo od razu usunie, gdy tylko zobaczy, kto nadał tę wiadomość. Nie tylko on w tym wszystkim zawinił, dlatego uszanuję każdy jego wybór. Nawet jeśli będzie mnie to kosztowało masę cierpienia.
Czyż nie na tym polega miłość? Na tym, że jest ona nie tylko tą „dobrą stroną” pełną szczęścia, radości i motyli w brzuchu, ale także ma w sobie to niezdrowe szaleństwo, masę łez i jeszcze więcej bólu?
Znów zapatrzyłam się na te słowa, które mu napisałam. Z każdą kolejną sekundą coraz gorzej widziałam tę zbitkę liter, dlatego od razu nie zauważyłam, że otrzymałam odpowiedź...
Mo: Czas z Tobą był czymś, co sprawiało, że moje życie miało sens. Od kiedy Ciebie nie ma, nie ma też tego sensu, Al.
Mo: Twoja decyzja była jak grom z jasnego nieba, czymś, czego nadal nie rozumiem. Ale to szanuję. Pomimo tego, że tęsknię za Tobą. Cholernie mocno.
Mo: Oby ten rok dał Ci jeszcze więcej, niż ten. Obyś znalazła kogoś lepszego, niż ja.
Gdy przeczytałam ostatnie słowa, wybuchłam spazmatycznym płaczem. Nie zważając na to, że ludzie to widzą. Że widzi to moja mama. Nie wytrzymałam.
Muszę zrobić ten pieprzony krok. Nie dam już tak dłużej rady.
jesteście gotowe na to, że za tydzień żegnamy Alessę i Moritza?

nie /W
OdpowiedzUsuńO mamusiu, płacze 😭😭😭😭 Al wracaj do Mo, Mo wracaj do Al
OdpowiedzUsuńNie wierze, ze to koniec. Naprawdę buuu