Moritz spisał się o wiele lepiej, niźli Kodjovi rok temu, co nie powinno mnie w sumie dziwić. Przecież Nono to niewychowana małpa, która na widok alkoholu świruje, co pokazywał i to nie raz.
Leitner przez cały wieczór nie opuszczał mnie praktycznie na krok. Zasypywał mnie co i rusz różnymi komplementami i innymi słodyczami, przez co niemal nie zeszłam z nadmiaru słodyczy. Sprawiał, że czułam się potwornie wyjątkowo.
Często wirowaliśmy na parkiecie, jednak energia nie opuszczała nas ani na chwilę, co na dobre ujawniło się dopiero po samej imprezie...
Siedział na wezgłowiu łóżka, uważnie obserwując, jak próbuję znaleźć sobie miejsce w hotelowym pokoju. Nikt nic nie mówił. Dookoła panowała absolutna cisza.
Długo nad tym rozmyślałam, a z każdym kolejnym dniem coraz bardziej próbowałam odnaleźć w sobie odwagę, aby poruszyć z nim tę kwestię. Jednakże tak się nie stało, bo niby jak miałam to zrobić, skoro moje doświadczenie na te tematy jest na minusowym poziomie?
Ostatnie noce wypełnione były snami, jakie sprowadzały się do aktów cielesnych między mną, a nim. Te wyobrażenia były... najnormalniej w świecie nie do opisania. I one ostatecznie przekonały mnie, aby to zrobić. Nawet jeśli nie wiem, jak zacząć.
Pragnęłam go. Cholernie bardzo. W każdym pieprzonym aspekcie. Tak bardzo go pożądałam, że chciałam się z nim kochać. Tej nocy. W tej sypialni. Dlatego nie pozostało mi nic innego, jak pójść na żywioł. Może jakoś się uda.
Zatrzymałam się tuż przed nim. Spojrzał na mnie z tym swoim rozbrajającym uśmiechem, wyciągając w moją stronę ręce. Jednakże nie drgnęłam nawet o milimetr. To nie był strach, po prostu miałam wrażenie, że dobrze robię, trzymając niewielki dystans między nami.
- Co tam, Księżniczko? - mimo, iż słyszałam to tego wieczoru przynajmniej kilkanaście razy, to i tak w środku niemal się topiłam. Kiedyś też tak na mnie mówił, jednak wtedy odbierałam to zupełnie inaczej...
Podniósł się, po czym zbliżył do mnie. Delikatnie ujął moją twarz w swoje dłonie i potarł policzki kciukami.
- Moritz... Chcę spróbować - brawo, Alessa. Chcesz podejmować takie poważne decyzje, a Ty jeszcze śmiesz się wahać? Co z Ciebie za kobieta? Nigdy, absolutnie nigdy się nie bałaś. A teraz?
Jego oczy rozbłysły jeszcze bardziej niż zazwyczaj, a nasze ciała przestała dzielić jakakolwiek odległość.
No może przesadziłam.
Chociaż poza warstwą tiulu składającą się na moją sukienkę oraz jego garnitur nie istniało między nami nic. Mimo tych ciuchów czułam go. Czułam, że na to zareagował.
Złączył nasze usta razem, zaciskając palce na moich biodrach. Położyłam dłonie na jego barkach, torując sobie drogę do jego języka. Nawet się nie stawiał, a ja poczułam kolejną przyjemną falę, przeszywającą moje ciało.
Rozsuwał metalowy suwak sukni, obsypując moją szyję masą krótkich, mokrych cmoknięć. Zadrżałam, gdy przeniósł swój dotyk na nowo odkrytą skórę pleców. Nie chciałam, aby zauważył cienia niepewności z mojej strony, dlatego błyskawicznie naparłam na jego usta, zbliżające się do moich. Chyba mi się udało, bo ani na chwilę nie przestał mnie „poznawać”.
Dzięki temu niewiele potem stałam przed nim jedynie w bieliźnie. Czułam się nieco niekomfortowo, co także próbowałam ukryć. Uroki tego, że to właśnie Mo był pierwszym facetem, który ujrzał mnie w takiej odsłonie...
- Al, jesteś pewna swoich słów? - wyszeptał, pocierając kciukiem mój policzek. - Nie chcę, żebyś potem czegokolwiek żałowała. Nie chcę, abyś się do tego zmuszała.
- Chcę tego - odparłam cicho. To zabrzmiało tak, jakbym się bała, cholera. - Chcę się z Tobą kochać, Mo.
To nie tak, że na dźwięk słowa „seks” dostawałam dziwnych drgawek, wymiotowałam, czy reagowałam jeszcze gorzej. Seks, w moim mniemaniu, to coś zarezerwowane dla dwójki ludzi, którzy nie są w stanie bez siebie funkcjonować.
A ja właśnie tak miałam z Moritzem.
Nie wiem, czy on ze mną także, ale w tamtym momencie się to nie liczyło. Znaczy się liczyło, ale nie chciałam o tym myśleć, bo mogło to spowodować, że... że po prostu powiem mu „nie”, czego nie chciałam.
Nie obchodziło mnie, czy mnie oszukuje, kręci, czy po prostu chce mnie wykorzystać. Skupiałam się tylko na nim.
Złapał moje nadgarstki, podsuwając je sobie pod klatkę piersiową. Tym gestem dał mi sygnał, że powinnam rozpiąć jego koszulę. Z każdym kolejnym guzikiem odczuwałam coraz większą ekscytację i... pragnienie.
Przejechałam językiem po wargach, gdy zsuwałam z jego ramion biały materiał. Już teraz spierzchły mi usta, a... a najlepsze miało dopiero nadejść.
Przymknął powieki, odchylając głowę do tyłu, kiedy próbowałam powstrzymać drżenie palców, które utrudniało mi jedną z ostatnich czynności – pozbycie się z niego spodni, które skrywały najczulszą część jego ciała, która niemal od rana daje o sobie znać. Jakby zwęszył moje zamiary.
Uśmiechnęłam się do siebie triumfalnie, gdy w końcu udało mi się to zrobić. Skopał z siebie zbędną część odzienia, a mi z wrażenia (oraz szalejącej fantazji i chcicy) zrobiło się wręcz duszno.
Leitner nie próżnował i stanął za mną, ukrywając swojego prężącego się kolegę. Znów czułam na sobie jego dłonie, a także usta, które szybko zastąpił zębami. Delikatnie przygryzał skórę odkrytego karku, a jego palce miarowo jeździły po całej długości pleców, rozbudzając do wzmożonej pracy każdą komórkę mojego rozochoconego ciała.
Cmoknął mnie w policzek, rozpinając haftki stanika, który mimo to nadal pozostawał na swoim miejscu.
- Połóż się - nadal trzymał ten niski i cichy ton, chyba nie chciał psuć panującej atmosfery – w pokoju paliły się jedynie lampki i klinkiery dające przytłumione światło.
Zajęłam miejsce na łożu, z niecierpliwością oczekując na dalszy rozwój wypadków. Po dłuższej chwili znalazł się tuż obok mnie; przez ten czas zdążyłam w niewielkim stopniu ochłonąć i „przygotować” się na kolejną porcję.
Delikatnie popchnął mnie na materac, znów całując. Ostatecznie pozbył się ze mnie biustonosza, ustami torując sobie dalszą drogę. Jego ciepłe dłonie nieprzerwanie pomagały mu w doprowadzaniu mnie do obłędu, jaki dotychczas znałam tylko i wyłącznie z książek.
To był dopiero początek, a ja już się zatracałam. Ale nie chciałam tego zaprzestać.
Wyrwał mi się cichy jęk, gdy jednym sprawnym ruchem zsunął ze mnie majtki, które jeszcze szybciej wylądowały gdzieś na podłodze. Niewiele potem i on był kompletnie nagi.
Nagi i mój. Tylko mój.
Każdy kolejny gest i czułość powodowała, że było ze mną jeszcze „gorzej”. Apogeum nastało, gdy nasze ciała stały się jednością... Wszystko straciło na swoim znaczeniu, istniał tylko on, co niedługo potem przyniosło moją ostateczną zgubę.
to chyba jeden z tych rozdziałów, które wszyscy lubią :v

Cuuuudeńko ❤❤❤
OdpowiedzUsuńJaaa co tu się działo, tyle mnie nie było 😂 no, że tak to się skończy to jednak się nie spodziewałam. No ale może i lepiej 😄 czekam na kolejny 😘
OdpowiedzUsuń