Nie chciałem się z nią rozstawać, jednak w końcu musiałem się pojawić na Im Rabenloh, co wiązało się z moim powrotem do Dortmundu. Miała jeszcze przecież chorobowe, a raczej nic by się jej nie stało, gdyby, odpowiednio ubrana, przemieściłaby się ze mną samolotem. Prawda?
Spakowała leki, potrzebne ubrania oraz dokumenty i... wyszliśmy, pędząc na lotnisko. Dzięki czemu jeszcze w środę wieczorem byliśmy już u mnie.
Zostawiłem Alessę samą, aby mogła się odświeżyć, a ja nie próżnowałem i udałem się po coś do jedzenia, bo lodówka świeciła pustkami. Cóż, uroki mieszkania samemu, gdy w dodatku ma się dość... ograniczone zdolności kucharskie. Ale coś ugotuję! Wody nie przypalę! Przecież zawsze mogło być gorzej z tym pichceniem.
Na przeciwko wieżowca, w którym mieszkam, mieści się chińska knajpka, której jestem... stałym bywalcem (polecam chińszczyznę tak na marginesie). Właściciel jest miły, jest to mały lokal, gdzie nie muszę się bać, że ktoś do mnie podejdzie nawet w czasie jedzenia... W dodatku jest otwarty do późna, także tym bardziej teraz mogłem sobie pozwolić na taki wypad.
Gdy wróciłem do mieszkania z naszym jedzeniem, na kanapie natknąłem się na... uroczy widok. Al drzemała wtulona w jedną z poduch leżących na siedzisku. Głód momentalnie stał się rzeczą drugorzędną, za zbytnio zaabsorbowałem się jej widokiem.
Jednakże ja, jak to ja – los za zbytnio nie lubi ze mną współpracować. Mój telefon rozbrzmiał się jak oszalały, obwieszczając, że ktoś próbuje się do mnie dodzwonić. Zakląłem, w tempie błyskawicy obmacując wszystkie kieszenie w poszukiwaniu dzwoniącego urządzenia. Gdy w końcu go wyjąłem, na wyświetlaczu ujrzałem gębę Nono, którą mam ustawioną, gdy do mnie dzwoni. Westchnąłem ciężko, pewnie próbował dodzwonić się do niej, jednak ta z racji swojego obecnego stanu... po prostu nie mogła odebrać.
~ Aż tacy spragnieni siebie byliście, czy co? ~ usłyszałem na powitanie, na co wywróciłem oczami. Czy on chce mi tym pokazać, że czegoś brakuje mu w życiu? Gdyby się postarał, to pewnie byłby z Julią dłużej niż te dwa lata.
- Zmęczeni podróżą. Nie wiem, czy wiesz, ale jest też późny wieczór, a nie wszyscy swoje życie rozpoczynają po dziesiątej.
Spakowała leki, potrzebne ubrania oraz dokumenty i... wyszliśmy, pędząc na lotnisko. Dzięki czemu jeszcze w środę wieczorem byliśmy już u mnie.
Zostawiłem Alessę samą, aby mogła się odświeżyć, a ja nie próżnowałem i udałem się po coś do jedzenia, bo lodówka świeciła pustkami. Cóż, uroki mieszkania samemu, gdy w dodatku ma się dość... ograniczone zdolności kucharskie. Ale coś ugotuję! Wody nie przypalę! Przecież zawsze mogło być gorzej z tym pichceniem.
Na przeciwko wieżowca, w którym mieszkam, mieści się chińska knajpka, której jestem... stałym bywalcem (polecam chińszczyznę tak na marginesie). Właściciel jest miły, jest to mały lokal, gdzie nie muszę się bać, że ktoś do mnie podejdzie nawet w czasie jedzenia... W dodatku jest otwarty do późna, także tym bardziej teraz mogłem sobie pozwolić na taki wypad.
Gdy wróciłem do mieszkania z naszym jedzeniem, na kanapie natknąłem się na... uroczy widok. Al drzemała wtulona w jedną z poduch leżących na siedzisku. Głód momentalnie stał się rzeczą drugorzędną, za zbytnio zaabsorbowałem się jej widokiem.
Jednakże ja, jak to ja – los za zbytnio nie lubi ze mną współpracować. Mój telefon rozbrzmiał się jak oszalały, obwieszczając, że ktoś próbuje się do mnie dodzwonić. Zakląłem, w tempie błyskawicy obmacując wszystkie kieszenie w poszukiwaniu dzwoniącego urządzenia. Gdy w końcu go wyjąłem, na wyświetlaczu ujrzałem gębę Nono, którą mam ustawioną, gdy do mnie dzwoni. Westchnąłem ciężko, pewnie próbował dodzwonić się do niej, jednak ta z racji swojego obecnego stanu... po prostu nie mogła odebrać.
~ Aż tacy spragnieni siebie byliście, czy co? ~ usłyszałem na powitanie, na co wywróciłem oczami. Czy on chce mi tym pokazać, że czegoś brakuje mu w życiu? Gdyby się postarał, to pewnie byłby z Julią dłużej niż te dwa lata.
- Zmęczeni podróżą. Nie wiem, czy wiesz, ale jest też późny wieczór, a nie wszyscy swoje życie rozpoczynają po dziesiątej.
~ A Ty co znów? Osa Cię użądliła, czy Al jednak to twarda sztuka?
Czasami naprawdę się zastanawiałem, jakim cudem przyjaźnię się z takim kretynem. No jak? Gdyby nie to, że sam mam nie po kolei w głowie, to dawno bym go „rzucił” w cholerę. Chociaż pewnie po godzinie znów bym tam wrócił.
- Jeśli czegoś brakuje Ci w życiu, to jestem przekonany, że w Monachium burdeli nie brakuje.
Czasami naprawdę się zastanawiałem, jakim cudem przyjaźnię się z takim kretynem. No jak? Gdyby nie to, że sam mam nie po kolei w głowie, to dawno bym go „rzucił” w cholerę. Chociaż pewnie po godzinie znów bym tam wrócił.
- Jeśli czegoś brakuje Ci w życiu, to jestem przekonany, że w Monachium burdeli nie brakuje.
~ Okres ma?
- Chyba Ty. Po prostu Alessa jest zmęczona i poszła spać.
~ A Ty się musisz pocieszać rączką ~ zarechał w niebo głosy, na co w odpowiedzi zrobiłem facepalma.
~ A Ty się musisz pocieszać rączką ~ zarechał w niebo głosy, na co w odpowiedzi zrobiłem facepalma.
- Płacą Ci za taki idiotyzm?
~ Nawet nie wiesz ile ~ byłem święcie przekonany, że ze śmiechu rzuca się jak ryba po piasku. ~ Ale teraz na poważnie. Jak lot?
- Niezbyt przyjemny, te fotele nie są za wygodne do spania.
~ Nawet nie wiesz ile ~ byłem święcie przekonany, że ze śmiechu rzuca się jak ryba po piasku. ~ Ale teraz na poważnie. Jak lot?
- Niezbyt przyjemny, te fotele nie są za wygodne do spania.
~ A Alessandra?
- Przysypiała już w samochodzie, ale w samolocie sprawiała wrażenie wręcz rozbudzonej.
~ Dbaj mi tam o nią ~ rzucił groźnym tonem.
- Przysypiała już w samochodzie, ale w samolocie sprawiała wrażenie wręcz rozbudzonej.
~ Dbaj mi tam o nią ~ rzucił groźnym tonem.
- Jasne.
Gdy zakończyłem rozmowę z kumplem, odstawiłem jedzenie na stolik i nachyliłem się nad nią, próbując ją przenieść do sypialni. Kiedy brałem ją na ręce, rozbudziła się, jednak błyskawicznie wróciła do przerwanego snu, tym razem wtulając się we mnie.
W sypialni zaczęły się schody, bo ta mała małpka uczepiła się mnie tak kurczowo, że dwa złączone klocki Lego przy tym to zdecydowanie mniejszy problem.
- Alessa... - szepnąłem, gładząc ją po policzku. Pokręciła głową, chowając ją w moją pierś. - Wezmę prysznic i wrócę.
Gdy zakończyłem rozmowę z kumplem, odstawiłem jedzenie na stolik i nachyliłem się nad nią, próbując ją przenieść do sypialni. Kiedy brałem ją na ręce, rozbudziła się, jednak błyskawicznie wróciła do przerwanego snu, tym razem wtulając się we mnie.
W sypialni zaczęły się schody, bo ta mała małpka uczepiła się mnie tak kurczowo, że dwa złączone klocki Lego przy tym to zdecydowanie mniejszy problem.
- Alessa... - szepnąłem, gładząc ją po policzku. Pokręciła głową, chowając ją w moją pierś. - Wezmę prysznic i wrócę.
- Nie chcę, żebyś odchodził.
- Będę kilka metrów dalej. Za kilkanaście minut wrócę, obiecuję.
To ostatecznie ją przekonało. Podniosła głowę, musnęła mój policzek wargami, po czym puściła, wygodniej układając się na łóżku. Uśmiechała się, patrząc się na mnie.
- Czekam.
- Będę kilka metrów dalej. Za kilkanaście minut wrócę, obiecuję.
To ostatecznie ją przekonało. Podniosła głowę, musnęła mój policzek wargami, po czym puściła, wygodniej układając się na łóżku. Uśmiechała się, patrząc się na mnie.
- Czekam.
Zgarnąłem z szafy koszulkę i bieliznę, po czym pospiesznie opuściłem sypialnię. Miałem wrażenie, że przez cały ten czas byłem czujnie obserwowany przez pannę Kleber. Skierowałem się do łazienki, gdzie w ekspresowym tempie ogarnąłem się po podróży i ogólnie po tym dniu.
Przebrałem się w świeże rzeczy i wyszedłem z toalety. Moim priorytetem był teraz powrót do niej, jedzenie i wszystko inne przestało się liczyć.
Delikatnie uchyliłem drzwi, mogła znów zasnąć. Zaskoczyłem sam siebie, gdy zobaczyłem, że siedzi na łóżku i z wyczekiwaniem obserwuje drzwi. Wyciągnęła ręce w moją stronę, gdy tylko wyłoniłem się zza przejścia.
Usiadła mi na kolanach, gdy tylko zająłem miejsce na łóżku tuż obok. Wodziła dłońmi po moich ramionach, uważnie lustrując mnie swoim spojrzeniem. Przybliżyła swoją twarz do mojej, jednak nie całowała.
- Moritz... Gdyby coś się działo, powiedziałbyś mi o tym?
To pytanie zupełnie zbiło mnie z tropu. Przecież... Przecież nie mogła niczego wiedzieć. Nie. Po prostu nie mogła. Nie miała takiego prawa...
Zacisnąłem wargi, opierając czoło o jej ramię. Objąłem ją, wzdychając cicho. Co mogłem zrobić? Nie mieliśmy po szesnaście lat, żebym mówił jej o swoich rozterkach związanych z piłką.
Przebrałem się w świeże rzeczy i wyszedłem z toalety. Moim priorytetem był teraz powrót do niej, jedzenie i wszystko inne przestało się liczyć.
Delikatnie uchyliłem drzwi, mogła znów zasnąć. Zaskoczyłem sam siebie, gdy zobaczyłem, że siedzi na łóżku i z wyczekiwaniem obserwuje drzwi. Wyciągnęła ręce w moją stronę, gdy tylko wyłoniłem się zza przejścia.
Usiadła mi na kolanach, gdy tylko zająłem miejsce na łóżku tuż obok. Wodziła dłońmi po moich ramionach, uważnie lustrując mnie swoim spojrzeniem. Przybliżyła swoją twarz do mojej, jednak nie całowała.
- Moritz... Gdyby coś się działo, powiedziałbyś mi o tym?
To pytanie zupełnie zbiło mnie z tropu. Przecież... Przecież nie mogła niczego wiedzieć. Nie. Po prostu nie mogła. Nie miała takiego prawa...
Zacisnąłem wargi, opierając czoło o jej ramię. Objąłem ją, wzdychając cicho. Co mogłem zrobić? Nie mieliśmy po szesnaście lat, żebym mówił jej o swoich rozterkach związanych z piłką.
Jednak ona już coś wiedziała o tym. A nie chciałem jej okłamywać.
- Nie jestem pierwszym wyborem trenera, nic więcej, Al.
- Obiecaj mi, że nie zostawisz mnie tak jak wtedy - schwyciła moją głowę w swoje dłonie i ją podniosła. W końcu na nią spojrzałem. Miała zaszklone oczy, a jej wargi drżały. Bała się. Bała się, że znów jej to zrobię.
- Nie zrobię - wyszeptałem, a ta pogładziła mnie po policzkach, blado się uśmiechając.
- Nie jestem pierwszym wyborem trenera, nic więcej, Al.
- Obiecaj mi, że nie zostawisz mnie tak jak wtedy - schwyciła moją głowę w swoje dłonie i ją podniosła. W końcu na nią spojrzałem. Miała zaszklone oczy, a jej wargi drżały. Bała się. Bała się, że znów jej to zrobię.
- Nie zrobię - wyszeptałem, a ta pogładziła mnie po policzkach, blado się uśmiechając.
TYDZIEŃ TEMU ZAWALIŁAM, wiem. po prostu za bardzo przeżywałam wszystko.
teraz za dobrze nie jest, ale mogło być gorzej, hehe :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz