piątek, 9 czerwca 2017

trzynasty

Dzwonek do drzwi wybudził mnie z głębszej drzemki, jaką ucięłam sobie na kanapie przed telewizorem. Zastanawiałam się, kto mógł się do mnie dobijać i to w dodatku w sobotę. Na pewno nie mógł być to Nono – nie dzwoniłby, bo ma klucze. Na pewno nie mógł być to ktoś z pracy – poza biurem nie utrzymywaliśmy większych kontaktów, niż to wymagała sytuacja.
Cóż, aby się przekonać, musiałam pokonać odległość, jaka dzieliła mnie od kanapy do drzwi, co w sumie nie było trudne, mimo, iż od przyjmowanych leków chodziłam troszkę ogłuszona i otumaniona.
Kiedy doczłapałam się do drzwi, ten ktoś nadal dzwonił, nie odpuszczając nawet na chwilę. Trochę zaczynało mnie to irytować, ale kiedy przekręcałam zamek, to ten ktoś się ulitował i zaprzestał. Po otwarciu drzwi jako pierwsze, co ujrzałam, był ogromny bukiet kwiatów. Ale że to dla mnie, tak? Niby od kogo? 
Gdy chciałam ich dotknąć, nagle zniknęły z mojego i tak ograniczonego pola widzenia, zastępując je widokiem bardziej pożądanym – osobą, od której one są... Mimowolnie się uśmiechnęłam, widząc tę twarz, której widoku tak bardzo mi brakowało. 
Moritz... 
Gdybym była bardziej wszystkiego świadoma, to pewnie zmiękłyby mi nogi, czy też zaczęłabym piszczeć jak napalona hotka. Jednakże dzięki antybiotykom, witaminom i innym tabletkom mogłam dzielnie stać i... to chyba wszystko, co mogłam w tamtej chwili zrobić.
- Niespo...dzianka? - powiedział niepewnie, przekształcając to słowo w pytanie.
Niespodzianka... Może nie poruszał kwestii swojego ewentualnego przyjazdu do Monachium tylko dlatego, aby po prostu mnie zaskoczyć? Aby mnie ucieszyć swoją nagłą obecnością?
Oczywiście ta niespodzianka wywołała we mnie pozytywne emocje, czego nie było po mnie widać. Niestety, ale leki robią swoje. Tęskniłam za nim, mimo tego, że mieliśmy ze sobą regularny kontakt. Tęskniłam, bo przez telefon to nie to samo.
Wtuliłam się w niego, czując ogarniającą mnie radość. W końcu się widzimy. Po możliwie najdłuższych tygodniach, które wypełniały mnie rosnącą wątpliwością. Kiedy mnie objął, doznałam... takiej niewysłowionej błogości. Jakby wszystkie negatywne i mniej pozytywne myśli i uczucia zniknęły. Jakby te obawy znów wyparowały. 
- Tęskniłam, Mo - wyszeptałam, gdy jego wargi przyciskały się do mojego czoła. Potwornie bardzo mi go brakowało, choć starałam się wyglądać tak, jakbym to wszystko miała głęboko w dupie. Nie chciałam, żeby Nono cokolwiek podejrzewał, przecież sama nie wiedziałam, jak to pomiędzy nami jest. Nadal nie wiem, ale udało mi się tę myśl skutecznie odgonić. 
Nie wiem, ile tam staliśmy i się przytulaliśmy. Szczerze? Za zbytnio mnie to nie obchodziło. Nie przejmowałam się tym, że na zewnątrz jest zimno, które nawet czuć w środku tego budynku. Bardziej dla mnie liczyło się to, że Leitner był tuż obok. Jednakże rzeczywistość lubi nagle pokazywać się od tej „lepszej” strony.
- Przecież jesteś chora! - wypiszczał przerażony, mocniej chwytając mnie w pasie, aby móc oderwać moje stopy od podłoża. Przeszedł tak kilka kroków, po czym postawił mnie na ziemi i zamknął drzwi. - A na zewnątrz pizga złem.
Zaśmiałam się, a on spojrzał na mnie pobłażliwie, zachowując kamienną twarz. Przez dłuższą chwilę się tak na mnie patrzył, aby zastąpić ten grymas typowym dla siebie uśmieszkiem. Ręką, którą trzymał bukiet, obejmował mnie, a drugą pogładził po policzku, który od razu jeszcze bardziej się rozgrzał. Choroba momentalnie zeszła na dalszy plan.
Dlaczego w ogóle tak źle myślałam o tym wszystkim? Dlaczego myślałam, że wtedy robił mi niepotrzebną nadzieję? Przecież tu jest, a ma tę swoją karierę i grę w Borussii. Jest tu, teraz wybrał mnie, nie piłkę.
- Dziękuję za wspaniałą niespodziankę - nadal nie podnosiłam głosu. Nadal go nie puszczałam, ba, wtuliłam się w niego jeszcze bardziej, a jego ramiona znów mnie otoczyły. 

Czas zaczął płynąć tak bardziej przyjemnie. Miałam wrażenie, że odzyskiwałam przy nim energię, której brakowało mi ostatnimi czasy.
Mimo, iż nakazywał mi leżeć na kanapie, to i tak jego nie słuchałam. Próbował wbić mi do głowy, że jest tu też po to, aby się mną zająć, ale nie. Przecież jest moim gościem! Niech pomarzy o tym, że się położę, a on się wszystkim zajmie.
Kwiaty stały w wazonie na środku komody. Zerkałam na nie z ogromnym bananem na twarzy i takim przyjemnym ciepłem, jakie się we mnie rozlewało. Były cudowne! W dodatku od niego... Aż zrobiło mi się głupio, bo nie pomyślałam i nic dla niego nie kupiłam... Nawet jeśli nie wiedziałam, czy się spotkamy w ten dzień, czy nie. Powinnam być bardziej przezorna. 
- Chyba chcesz, żebym Cię zamknął w sypialni - mruknął groźnie, zaciskając ręce na mojej talii, kiedy chciałam ruszyć się po coś do jedzenia. Nie byłam szczególnie głodna, ale usłyszałam jego żołądek wygrywający smutną melodię wypełnioną bólem i głodem. Nie chciałam wyjść na istotę bez serca, dlatego zamierzałam zrobić coś szybkiego i sycącego. 
Mimowolnie poczułam takie przyjemne mrowienie w dolnej części brzucha. Czy on...
- Za co, hm? - odwróciłam głowę w jego stronę tak, że praktycznie nic nas nie dzieliło. Patrzyliśmy się sobie w oczy. Widziałam te iskierki...
Przygryzłam wargę, przenosząc wzrok na jego usta, które układały się w kształt chytrego uśmieszku. Położyłam ręce na jego barkach, dłonie zaplatając na jego karku. Lekko przechyliłam głowę, niepewnie muskając jego usta. Wystarczająco długo to przeciągałam. 
Obrócił mną, po czym przyciągnął do siebie, oddając każde, absolutnie każde, muśnięcie. Zaciskał palce na moich biodrach, ocierając nimi o siebie, przez co czułam, że zatracam się w nim. I przez niego. 
Przeszły mnie dreszcze, kiedy jego palce znalazły się pod moją bluzą. Te dreszcze nie były zbyt miłe... 
Przypomniała mi się sytuacja z przeszłości, z jednej z imprez w liceum, kiedy jakiś rozochocony typek próbował się do mnie dobrać właśnie w ten sposób...
Momentalnie zamarłam, co szybko zauważył. Jego dłonie momentalnie się zatrzymały, podobnie jak usta. 
- Alessa? - spytał, cofając się ode mnie. Potarł opuszkami palców moje... mokre policzki. Popłakałam się? Świetnie... - Co się dzieje? 
- Po prostu... - zawahałam się. Nigdy nikomu o tym nie mówiłam. Nigdy. - To nie jest odpowiednia chwila.



PRZEPRASZAM, WŁĄCZYŁA MI SIĘ TYPOWANIKA


Manchmal wünsch' ich, du wärst hier

3 komentarze:

  1. Było tak uroczo i słodko, a potem się zrobiło smutno <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ucieło mi komentarz... XDD CD...
      Jest mi smutno z powodu Alessy, widać jak to wszystko przeżywa, mam nadzieje że o wszystkim mu opowie i będzie dobrze, on na pewno ją wesprze <3
      Czekam na kolejne rozdziały <3

      Usuń
  2. Jestem :)
    Alessa.. nie marudź dziewczynko, że to nie odpowiednia chwila tylko znajdź w sobie siłę i się zwierz. Będzie lżej, a wsparciem chyba nikt nigdy nie pogardził :)
    Buziaki siostro ;**

    OdpowiedzUsuń