piątek, 23 czerwca 2017

piętnasty

Nono nadal czekał na odpowiedź z mojej strony. Odpowiedź, której po prostu nie byłem w stanie mu udzielić. Z całej siły próbowałem wykminić, w jaki sposób mogę odwrócić przebieg tej rozmowy, aby uniknąć niepotrzebnego sporu między nami. Miałem wrażenie, że przez osobę panny Kleber powstaje między nami dystans...
Cóż, musiałem wykorzystać jedną istotną informację, która niepokoiła mnie już od sylwestrowego wieczora. Bardzo istotną, w którą zamieszany był sam Koussou.
- Kiedy chciałeś mi powiedzieć, że znałeś Alessę jeszcze w liceum? - odbiłem piłeczkę, którą rzucił w moją stronę, pytając się o nasze relacje.
Niemiec odetchnął ciężej, zerkając przez chwilę w stronę sypialni, gdzie spała Alessandra. Oparłem się o ścianę czekając. Widziałem, że poczuł się tak jakby postawiony w ciemnym zaułku bez wyjścia.
- Chcesz wymigać się od odpowiedzi, co nie? - odpowiedział mi pytaniem na pytanie... Super, zebrało się dwóch idiotów do rozmowy.
- To teraz nie jest istotne.
- Jest. Ale znam Cię i odpuszczę. Na razie - przesunął się z podłokietnika na siedzisko, wygodniej się rozsiadając. - Zamierzasz tak stać, czy jednak usiądziesz obok mnie jak za dawnych czasów?
Z początku nie uderzało do mnie znaczenie tego, co powiedział przyjaciel. Dawne czasy... To wszystko brzmi tak odlegle. Wtedy było lepiej i to o wiele. Życie nie było takie skomplikowane i toczyło się wokół szkoły i piłki. Także moje kontakty z panną Kleber wyglądały zupełnie inaczej...
Te dawne czasy miały też drugie dno. Dno pełne sekretów.
- W sumie to wszystko zaczęło się tak... tak głupio - wzruszył ramionami, nie patrząc się na mnie. - Becker miał nas w nosie, czytając jakąś książkę, pewnie kolejne dziadostwo o fizyce kwantowej. Inni nawijali jak katarynki, a Alessa siedziała przede mną i chyba coś rysowała.
Nie chciało mi się coś w to wierzyć. Nie wiedziałem dlaczego, ale po prostu nie wyobrażałem sobie tego. Jednak wystarczyło jedno zdanie, żebym udawał, że znalazłem wytłumaczenie dla faktu, dlaczego nie dowierzałem.
- Ciebie nie było w szkole, bo, jak mi potem powiedziała, byłeś chory. Nie wiem, czy lenistwo zalicza się do chorób, ale mniejsza - zaśmiał się cicho, a ja wywróciłem oczami. - Zagadałem do niej, żeby się do mnie dosiadła. Z początku myślałem, że będzie drętwo, ale po tej fizyce siedzieliśmy razem na matmie, niemieckim, hiszpańskim... - urwał na chwilę, uśmiechając się. - Wracaliśmy wtedy nawet razem do domu.
- Przecież też startowałeś do niej z głupimi tekstami - wtrąciłem się w jego wypowiedź. Nie tylko ja zachowywałem się jak idiota, no halo?
- Jak widać nie tylko Ty w pojedynkę zachowywałeś się zupełnie inaczej. Poza tym najwięcej to dokazywał Kneza, Alessa przecież trzymała się z moją Julią.
Julia to jedna z wielu miłostek Koussou, jednak nie przypominałem sobie, żebym kiedykolwiek widział obie dziewczyny razem. Chociaż może moje wspomnienia z czasem zaczęły blaknąć?
- Później, gdy wyjechałeś... Przy wszystkich starała się pokazać, że się trzyma, jednak widziałem, że tak nie jest. Cóż, ma się ten talent - zamilkł na chwilę. - Trochę to trwało, nim się przede mną otworzyła, ale się udało i dzięki temu do dziś jesteśmy przyjaciółmi.
- Dlaczego nigdy mi o tym nie powiedziałeś?
- Prosiła mnie o to, żebym Cię nie informował. Długo trzymała do Ciebie urazę za to, że tak ją potraktowałeś. Oczywiście chciałem zaaranżować Wasze spotkanie jeszcze przed tym sylwestrem, jednak... dość długo mnie zbywała od tego pomysłu.
Zbywała? Niby czemu? Przecież ona nigdy niczego się nie bała i śmiało stawiała wszystkiemu czoła...
- Dlaczego? - powtórzyłem, nie dostając odpowiedzi na to pytanie.
- Już i tak usłyszałeś więcej, niż powinieneś, Mo. Jeśli Al się dowie, że Ci wygadałem, to... oj, będzie ze mną ciężko - zaśmiał się, podnosząc się z miejsca. - Jak Alessa się obudzi, to powiedz jej, że mogę wpaść wieczorem, jeśli chce.
Powędrowałem za nim w stronę wyjścia. Trzymał dłoń na klamce, jednak nadal nie otwierał drzwi. Stałem za nim, czekając, aż w końcu opuści mieszkanie, a ja będę mógł w końcu przetrawić sobie jego wypowiedź na spokojnie.
- Postaraj się nie spieprzyć tej szansy, Leitner - po tym już go nie było.
Zostałem sam, kompletnie zdezorientowany, z rosnącym mętlikiem w głowie.
Przecież to wszystko nie miało sensu. To byłoby zbyt głupie, gdyby okazało się, że nie tylko ja leciałem na „dwa fronty” – przy chłopakach byłem kozakiem, a tylko ona znała tego prawdziwego mnie. Cóż, z wiekiem to trochę uległo zmianie, przestałem kozaczyć, jednak nadal nie znali całej prawdy. Dopiero niedawno, kiedy to wszystko zakręciło się tak, jak jest teraz...
Przeczuwałem, że Kodjovi nie powiedział mi wszystkiego. Skoro przez tyle lat unikał jakiejkolwiek wzmianki o niej... Może chciał zrobić mi też na złość, nic o niej nie mówiąc? Wiedziałem, że można na nim polegać, jeśli chodzi o sekrety, ale do końca nie potrafiłem się przed nim otworzyć. Dlatego w sumie nie wiedział o Alessie.
Zawędrowałem do kuchni, chcąc zaspokoić narastający głód. Otworzyłem lodówkę, wyciągając z niej miseczkę z mięsem z kurczaka. Kroiłem je na kawałki, nadal myśląc, tym razem o jednej z jego ostatnich wypowiedzi.
Niby dlaczego Al nie chciała ponownie nawiązać ze mną kontaktu? Fakt, potraktowałem ją źle, wyjeżdżając bez słowa. Ale wtedy też myślałem, że jest na mnie śmiertelnie obrażona... Jeśli pamięć mnie nie myli, to przed moim wyjazdem nasze kontakty były minimalne, a nawet i gorsze. Myślałem wówczas, że już nie traktowała mnie jak przyjaciela...

2010, Monachium


Transfer do Borussii był dopięty na ostatni guzik, umowy podpisane, mój czas w TSV dobiegał już końca. Lisa chodziła podekscytowana, studiując mapę Dortmundu. Po co, skoro i tak BVB od razu wypożyczało mnie do Augsburga?
Nie rozumiałem jej, ale nie byłem w stanie zgasić jej zapału. Z jednej strony mnie to denerwowało, ale z drugiej uwielbiałem obserwować jej euforię. Irytowało mnie jej wieczne nawijanie o przyszłym życiu w Dortmundzie, ale z drugiej strony nie mogłem nie zachwycać się tym, że chciała ze mną tam się przenieść, że to ze mną widzi swoją przyszłość. Że poświęca dla mnie naprawdę wiele...
Jedynym mankamentem tego wszystkiego był fakt, że Alessa nie odzywa się do mnie od kilkunastu dni. Nie wiem, co ją ugryzło, chociaż może teraz miała zbyt wiele na głowie? W końcu studia to coś poważnego...
Miałem jej powiedzieć o tym transferze. Ale Lisa stwierdziła, że lepiej nie zawracać jej tym głowy, musi się skupić teraz na sobie. Brzmiało to sensownie, dlatego jej posłuchałem i panna Kleber nic nie wiedziała o moim odejściu z TSV.
Zasmucało mnie to, że Al zawsze próbowała znaleźć dla mnie parę minut w ciągu dnia, aby napisać głupie: „Co tam, Mo?”, a teraz? Nie wiem, co myśleć. Chciałem się spytać mamy, albo żeby porozmawiała z panią Sarą, ale brakowało mi odwagi. To idiotyczne, żebym bał się wyciągnąć rękę do przyjaciółki, kiedy staję naprzeciw najlepszych piłkarzy w Niemczech...



czas powrotu do żywych to coś ciężkiego, ale, o dziwo, wykonalnego :D przybywam do Was z piętnastką i życzę miłego weekendu!


5 komentarzy:

  1. Dobrze, że chlopaki pogadali, może dzięki temu Mo trochę też nabierze odwagi. Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Po takiej rozmowie nie spodziewam się niczego innego jak tego, że Moritz w końcu się odważy! :)
    Znaczy mam nadzieje xd
    Czekam na ciąg dalszy! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyjemnie mi się czyta Nika! Jestem dumna i oby tak dalej <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zawsze cudowne ❤
    Nigdy inaczej nie było :)))
    Popieram Nono, Mo nie spierdol tego :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Hejka :)
    No! Nareszcie jakaś rozmowa :D I mam nadzieję, że rzeczywiście nikt ani nic tego nie spieprzy :)
    Buziaczki ;*

    OdpowiedzUsuń