Alessandrę znałem praktycznie od zawsze. W szkole docinaliśmy sobie i robiliśmy rzeczy różnego rodzaju, a poza nią... Byliśmy sobie potwornie bliscy. Wiem, dziwnie to brzmi – jak można było tak robić? A owszem, można było. Dziś, patrząc na wydarzenia sprzed sześciu lat tym dorosłym wzrokiem, śmiem twierdzić, że zachowywałem się naprawdę szczeniacko. Bałem się żartów ze strony przyjaciół, którzy mówiliby mi, że się zakochałem, a tak przecież nie było! Chyba... Nie, gdzie tam. To przez nasze mamy byliśmy tak blisko. Do dziś się przyjaźnią. To właśnie dzięki niej wiem, co się dzieje u Al. Szczerze to nie wiem, dlaczego chcę wiedzieć. Ona na pewno się nie interesuje moimi losami...
Tę ksywkę wymyśliłem... w sumie przypadkiem, kiedy nałogowo zaczęła nadużywać „Mo”, którym wszyscy się do mnie zwracali. Do dziś pamiętam ten uśmiech i grymas zawstydzenia po tym, jak powiedziała, że to słodkie.
Z tego, co mówiła mi mama, to bardzo się zmieniła na przestrzeni lat. Nie dziwię się, przecież przy naszym ostatnim spotkaniu mieliśmy po siedemnaście lat! Dopiero poznawaliśmy świat! Na każdy możliwy sposób...
2009, Monachium
Kevin, brat Kodjoviego, zgarnął go, Ivana i mnie ze sobą do klubu. W przekazanej mamie wersji nocowałem u Nono. Faktycznie, mieliśmy nocować, no ale to po imprezie. Zastanawiałem się, jakim cudem dostaniemy się do środka, skoro i ja, i Kneza wyglądamy jak dzieciaki, szczególnie z tym piździwonsem pod nosem.
- Lepiej by Ci było, jakbyś to ciachnął - mruknął Koussou do Chorwata.
- Gdyby nie to, że dzięki Twojemu braciszkowi możemy tu być, to już byś leżał na glebie - żachnął w odpowiedzi, pociągając pierwszy łyk napoju w wysokiej szklance. Szczerze to wątpię, czy Kevin kupił mu coś alkoholowego, skoro to on jest tym najmłodszym z naszej ekipy. - Przynajmniej ja mam ten wąs, w przeciwieństwie do niektórych - rzucił mu znaczące spojrzenie, a ja parsknąłem głośnym śmiechem. Kev jeszcze się trzymał, ale wiedziałem, że zaraz pęknie.
- Czemu ja się z Tobą przyjaźnię...
- Bo jestem boski i łatwię Ci dziewczyny? - poruszył brwiami, a najstarszy z naszej czwórki pękł i prócz klubowej muzyki i dyskusji Ivana i Nono słychać było... Rżenie konia? A nie, wróć, to tylko starszy Koussou się śmiał.
Wywróciłem oczami, pijąc ze szklanki bezalkoholowy drink. Odechciało mi się i tego imprezowania, i ich słuchania. Podniosłem się z kanapy i ruszyłem w stronę wyjścia, musiałem się odświeżyć. Na szczęście siedzieliśmy w tak odległym kącie, że nikt o zdrowych zmysłach nie zawitałby w tę część lokalu. Że też chciało mu się wziąć pod opiekę dwójkę bezmózgów... Podziwiam gościa, naprawdę.
Byłem prawie przy wyjściu, kiedy natknąłem się na niezbyt ciekawą sytuację. Jakiś typ przystawiał się do dziewczyny, która najwidoczniej na świecie nie chciała, aby chociażby przebywał w okolicach stu kilometrów od jej osoby.
Nie należałem do wybitnie silnych, ale wiedziałem, że ludzie pijani nie są w pełni sił. Podszedłem do typa, złapałem go za kołnierz i... o dziwo łatwo odciągnąłem od dziewczyny. Napastnik nie pozostał bierny na to i próbował mnie uderzyć. Udało mi się odepchnąć go od siebie, a ten się zatoczył i wpadł na ścianę.
- Moritz? - usłyszałem ten piskliwy głosik, jaki miała... Alessandra. Ona w tym miejscu?! Przecież to nie dla takich jak ona...
- Alessa... Nie spodziewałem się Ciebie tutaj.
Uśmiechnęła się, kładąc mi swoją zgrabną dłoń na ramieniu. W jej oczach błyszczały niezdrowe iskierki, spowodowane zapewne od alkoholu jaki wypiła. Zdecydowanie nie znałem jej od tej strony...
- Ja Ciebie też nie. I dziękuję. Gdyby nie Ty... - spuściła głowę. - Pójdę już...
- Nie, zostań!
- Niby czemu? Pewnie przyjechałeś ze swoimi znajomymi...
Machnąłem wolną ręką. Pewnie nawet nie zauważyli, że mnie nie ma...
- Ty też należysz do grona moich znajomych - to było prawdą. Przecież chodziliśmy do jednej klasy, a w dodatku poza domem też spędzaliśmy sporo czasu. A non stop nie mogliśmy się nie znosić...
- W szkole tego nie pokazujesz - rzuciła cierpko.
- Gdybyś tylko słyszała, jak rozmawiam z chłopakami, to Twoje zdanie momentalnie uległoby zmianie.
- Tsa... - zacisnęła wargi. - Będziemy tu stać, czy idziesz podbić parkiet?
- Al, no proszę! Od tej strony to ja Cię nie znałem! - zaśmialiśmy się. Bardzo ją lubiłem. Była taką... odskocznią od tej bandy idiotów, którą określałem moich najlepszych przyjaciół.
- I nie poznasz, jak się zaraz nie zbierzesz. Chodź, mój bohaterze - schwyciła moją dłoń i poprowadziła w głębię sali.
Nie wiem, ile tańczyliśmy. Pewnym było to, że świetnie się z nią bawiłem. O wiele lepiej, niż z tymi niedorozwojami.
Jednakże nadeszła chwila, kiedy to trzeba było się rozstać, a każde z nas miało pójść do 'swoich'. Nie chciałem, siedziało mi się z nią na tarasie naprawdę przyjemnie. Dużo rozmawialiśmy, zresztą jak zawsze. Jej głos był melodyjny, słuchanie go było czymś zbawiennym.
- Nic nikomu nie mówimy o tym, że się widzieliśmy - powiedziała śmiertelnie poważnym tonem, grożąc mi palcem.
- Jasne jak słońce, mała. Świetnie się bawiłem - drugie zdanie powiedziałem po chwili.
- Ja też nie mam co narzekać - nadal była poważna, jednakże teraz to była najzwyklejsza maska, którą przerwał jej śmiech. - To widzimy się w poniedziałek, podczas jednej z wielu godzin docinek?
- Tak - przysunęła się bliżej i... przytuliła mnie. Zaskoczyła mnie tym gestem, ale odwzajemniłem go. Ładnie pachniała, a szczególnie jej włosy. I to nie alkoholem, a owocami. Chyba truskawkami.
Jednak to nie trwało długo i odsunęła się. Jej twarz ciągle rozświetlał uśmiech. Szczery uśmiech.
- Do zobaczenia, Mo.
Nie czekając na najmniejszą reakcję z mojej strony, udała się w stronę wejścia do środka.
Stałem jak ten debil, patrząc się w miejsce, w którym zniknęła przez kilka dobrych minut. Musiałem zebrać myśli i wrócić na ziemię. Wyciągnąłem telefon i odblokowałem ekran. Przywitała mnie masa powiadomień o nieodebranych połączeniach od chłopaków. Podobnie z ilością SMSów. Jeden z nich, ostatni, najbardziej mnie ruszył.
Ivano: Jak nie chcesz, aby mamusia dała Ci karę do końca życia, to odlep się od tej laski, którą tam spotkałeś i leć na parking.
Wiadomość wysłano dosłownie minutę temu, więc nie pozostało mi nic innego, jak pobiec we wskazane miejsce. Ostatnie, o czym marzyłem, to kara na dosłownie wszystko.
- No wreszcie! - udało mi się to usłyszeć w przerwie na skowyty i wycie przyjaciół. - Jak się nie zamkniecie, to będziecie biec za samochodem - momentalnie się uciszyli, a po chwili już wyjeżdżaliśmy z klubu.
Widziałem te ciekawskie spojrzenia, kierowane w moją stronę. Jednakże nie powiedziałem im nic o spotkaniu z Alessą. Nasza znajomość była naszym sekretem. Tylko i wyłącznie.
takie śmieszki w czwartek, bo Nika jutro wyjeżdża się modlić o to, aby dobrze zdać maturę i dostać się na studia XD czyli szykuje się pobudka po czwartej... :\

hej hej, coś mi się nie podoba to, że muszą się ukrywać ;;
OdpowiedzUsuńale, hehe dobrze ze sie spotkali♥
Dusze sie, pizdziwons, CZEKALAM NA TEN MOMENT
OdpowiedzUsuńCos mi sie wydaje, ze w przeszlosci temat tajemniczej dziewczyny bedzie numerem jeden :v /Wika
Szkoda, że będą się z tym ukrywać, bo to jak zwykle nie wróży nic dobrego :(
OdpowiedzUsuńNo, ale czekam na kolejny rozdział, może coś namieszasz bardziej XDD
Ten i pierwszy rozdział wspaniały! :D
No i już sekrety...to nie zapowiada niczego dobrego, chociaż...kto wie :D czekam na kolejny ;*
OdpowiedzUsuńJestem :)
OdpowiedzUsuńNo tak.. dopiero początek i już mamy jakieś sekrety, tajemnice i nie wiadomo co jeszcze. Bo gdy Ty jesteś autorką to wszystkiego można się spodziewać :D
Może z czasem będzie się wszystko wyjaśniać.. albo komplikować jeszcze bardziej :)
Pozdrawiam i życzę weny! ;*
Melduję się!
OdpowiedzUsuńCóż, rozdział cudny jak zwykle ^^
Tylko ledwo historia się zaczęła, a tu już tysiące tajemnic i sekretów... ty to jednak lubisz komplikować sprawę :D
Jestem ciekawa, jak to się rozwinie ^^
Buziaki :**
PS. I zapraszam do siebie :)
Cudo ❤❤
OdpowiedzUsuń