Moritz w Monachium był jeszcze przez cztery dni. Nawet nie próbowaliśmy w jakikolwiek sposób zaradzić na sytuację, w jakiej się znajdowaliśmy. Wręcz przeciwnie! Korzystaliśmy z tych chwil, kiedy byliśmy w dwójkę... Odwiedziliśmy także naszych rodziców, jednakże przy nich zachowywaliśmy się po prostu jak przyjaciele. Czy po tym wszystkim w ogóle możemy tak siebie określać?
Moim zdaniem nie. Tak samo jak w przypadku słowa „para”. Nie, to już kompletnie odpada. Może i mówił mi, że brakowało mu mnie i tęsknił... Ale co, jeśli mówił to wszystko, aby znów narobić mi nadzieję?
Westchnęłam ciężko. Nie znosiłam rozmyślać nad tym wszystkim, ale nie byłam w stanie pozbyć się tych myśli. Nawet szara, smutna rzeczywistość nie pozwoliła mi się od tego oderwać.
Urlop skończył mi się tydzień po rozpoczęciu nowego roku i dwa dni po wyjeździe Leitnera. Kiedy tylko wróciłam do pracy, ta od razu pokazała mi się od tej gorszej strony – posypała się masa projektów „na już”, oraz wyjazdy i tym podobne... Czas dla bliskich i na przyjemności praktycznie nie istniał. Z mieszkania wychodziłam parę minut po ósmej rano, a wracałam po dwunastu, czasem czternastu, godzinach. Zmęczona. Nienadająca się do życia pośród ludzi.
Mimo wszystko pośród tego natłoku próbowałam wcisnąć w swój grafik Moritza. Nie chciałam oddalać się od niego, kiedy... Kiedy byliśmy tak blisko.
Jak nie znosiłam rozmyślań na te mniej przyjemne tematy, to wspomnienia z pięciu wspólnych dni z Niemcem... Tak jakoś motywowały mnie do podnoszenia się z łóżka każdego kolejnego dnia. Wyobrażałam sobie też nasze kolejne spotkania, wspólne chwile sam na sam... To pomagało mi zasypiać nocą, a za dnia motywowało do funkcjonowania.
I tak mijał dzień za dniem...
*
Pierwszy miesiąc roku 2016 upłynął jako jeden wielki ścisk i tłok. Brak czasu dla siebie dawał mi się we znaki – byłam osłabiona i na skraju wyczerpania, co spowodowało, że... się rozchorowałam.
Zaczęło się od zwyczajnego przeziębienia, które – pomimo nakazów i zakazów i Mo, i Nono – zignorowałam. To katar! Podobno nieleczony przechodzi po tygodniu.
Cóż, u mnie trwał już dwa tygodnie.
Gdzieś po tych siedmiu dniach kataru zaczęła się gorączka, uporczywy kaszel i inne objawy, które doprowadziły do jednej diagnozy – zapalenie płuc. Wtedy to otrzymałam dwutygodniowe zwolnienie. I co ja teraz będę robić?
Co do kwestii Leitnera... Nie wiem, stało to wszystko w miejscu. Nadal kontaktowaliśmy się ze sobą, jednakże to wszystko zaczęło... wyglądać inaczej. Żadne z nas nie wyszło z inicjatywą przyjazdu do drugiego. Żadne z nas nie rozmawiało o tych dniach, kiedy niewiele brakowało, a skończyłoby się to nie tak, jak powinno.
Niepokoiło mnie to. Czyżby to wszystko... się wypaliło?
- I co żeś najlepszego zrobiła? - zapytał Kodjovi, kiedy tylko po wizycie u lekarza znaleźliśmy się u mnie w mieszkaniu.
- Spędzę święto patrona psychicznie chorych pod kołdrą, z kubkiem gorącej czekolady, nic więcej - wzruszyłam ramionami. Zauważyłam, że ostatnio wszystko było mi obojętne, kiedy nie czułam wszechobecnej pustki. Brakowało mi czegoś kogoś. A rozmowy przez Skype i telefon nie dawały tego samego efektu.
- Boże, co ten Leitner w Tobie widzi - westchnął ciężko, a ja spojrzałam na niego pytająco. Że co? Kiedy zauważył moje spojrzenie, sam się do tego dołączył. - Nie mów mi, że... - urwał, a niewiedza powoli zaczęła mnie niepokoić. - Ja go chyba uduszę.
- Nono, o co Ci chodzi?
- O nic, Alessa - próbował mnie przekonać, co totalnie mu nie wyszło. - Po prostu zapewnij mnie, że jeśli kiedykolwiek trafię do więzienia, to mnie z niego wyciągniesz.
- Za co miałbyś tam trafić?
- Za zabójstwo. Może za to, że będzie w afekcie, to będzie mniejszy wyrok.
Wyszczerzył się jak głupi, uciekając do części kuchennej mojego mieszkania. Zostawił mnie samą, pełną myśli. Dzięki, Koussou!
To wszystko robiło się coraz bardziej pokręcone. Wnioskując ze słów Nono... Coś było na rzeczy. Ale dlaczego nie chciał posunąć się do przodu? Od bania się o wszystko i wszystkich byłam tu ja. Powinien gwarantować, że to wszystko przetrwa tę odległość... A tak nie było.
Może dlatego nie chciałam się angażować? Może dlatego próbowałam wmówić sobie, że mam na wszystko wyjebane? Szczególnie na to?
Wrócił po jakiś trzech minutach, niosąc w dłoniach kubek z czymś parującym.
- Jakby co, to dzwoń, pisz, bylebyś nie wychodziła z tej kanapy! Niedługo wpadnę, muszę załatwić jedną sprawę - cmoknął mnie w czoło i tyle z niego zostało.
Jeszcze tego mi brakowało, żeby nikogo nie było...
Sięgnęłam po telefon, leżący na stoliku. Nim przejechałam po ekranie blokady, musiałam napatrzeć się na zdjęcie naszej czwórki, które było zrobione wieczorem w Nowy Rok. Kiedy każde z nas ogarnęło się a tyle, aby wyglądać jak człowiek.
Kiedy już to zrobiłam, nadeszło połączenie. Moritz.
Nie chciałam odebrać. Nie chciałam słyszeć jego głosu, który sprawiał, że wszystko we mnie składało się do kupy. Wolałam być w tej rozsypce. To chyba lepsze rozwiązanie.
Pozornie przyzwyczaiłam się do tej pustki, jaka we mnie była. Tak, tylko pozornie. Zdawałam sobie sprawę, że nieprzerwanie mi go brakuje. Nawet jeśli mamy jakikolwiek kontakt... To za mało. To nadal za mało...
Powinnam się cieszyć tym, że w końcu jakoś jest pomiędzy nami. Że wiem, co u niego, a on, co u mnie. Że rozmawiamy ze sobą. Ale to dla mnie za mało. Sprawdza się, że „apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Tym „jedzeniem” w tym przypadku jest Leitner...
Zdzieliłam się wolną dłonią w czoło. Oszalałam! Porównuję Mo do wyżerki... Eh, chyba od tej gorączki zaczynam wariować.
Zignorowałam groźbę przyjaciela i wstałam z kanapy, przechodząc do sypialni. Nie rozbierając się położyłam się na materacu i przykryłam kołdrą po sam czubek głowy, czekając na sen.
czekam na Wasze opinie ;*

Leitnerowa gorączka pewnie a nie zwykła phi XDDDD
OdpowiedzUsuńCudowne ❤
Nono morderca 🤔 hmmm.. Ja najwyżej go wyciągne XDD
Czekam <3
Buziaki :**
Melduję się!
OdpowiedzUsuńKochana, rozdział miód, cud i maliny, jak zwykle zresztą ^^
Ale niektóre porównania to po prostu mistrzostwo, w sumie inne by nawet tutaj nie pasowały :D
Weny, buziaki :**
No nieźle sie dzieje ^^
OdpowiedzUsuńGorączka, hehe... :D
Cóż ja tu mogę więcej napisać XD Czekam na więcej, a tych porównań to mogłabyś jeszcze więcej dodać :D
Czekam z niecierpliwością :*
Jestem :)
OdpowiedzUsuńNo mówię, że te Twoje rozdziały coraz krótsze.. proszę się poprawić! Jeszcze raz ładnie proszę :D
Biedna nam się rozchorowała.. ale na pewno ktoś się nią może zająć :)
Pozdrawiam ;**