Z Lisą przestało mi się układać w chwili, kiedy wróciłem do Dortmundu. Przez te dwa lata w Stuttgarcie przyzwyczaiła się do życia tam, zaprzyjaźniła się z dziewczynami i żonami piłkarzy, czuła się niemal tak samo jak w Monachium. W Dortmundzie nie była niczego pewna – czy zostanę, czy będę grał, czy może znów zmienię barwy klubowe... A grałem naprawdę mało, co powodowało we mnie frustrację. Do diaska, mam dwadzieścia trzy lata, uważano mnie za młody talent, a gdzie gram? W lidze regionalnej!
Pomimo tego wszystkiego zostałem. W przeciwieństwie do niej. Nie zatrzymywałem jej, no bo po co? Nie kazałem jej odchodzić, sama to zrobiła. Z początku było mi trochę nieswojo, bowiem spędziliśmy ze sobą ponad pięć lat... Brakowało mi jej? Nie umiem tego ujednoznacznić, ostatnio między nami... było naprawdę źle.
Ale sama tego chciała i tym sposobem od trzech miesięcy byłem singlem. Nie narzekałem, jednakże za specjalnie dobrze też nie było. Było... nijak. W mieszkaniu nie było się do kogo odezwać, nikt nie krzyczał, kiedy nie odłożyłem znoszonych ubrań do kosza na nie, albo tak po prostu bez powodu... Nic.
Święta Bożego Narodzenia spędziłem jak każdy dłuższy urlop – w domu w Monachium, u rodziców. Pierwsze dni były świetne, rodzinna sielanka i takie tam, jednakże z drugiej strony... wszystko do mnie wróciło.
Spałem w swoim starym pokoju, który od chwili kiedy wyjechałem nie był zmieniany. Wszystko stało na swoim miejscu, a ta całość przypominała mi przeszłość i czasy liceum. Przeszłość, w której ona odgrywała dość znaczącą rolę.
Spałem w swoim starym pokoju, który od chwili kiedy wyjechałem nie był zmieniany. Wszystko stało na swoim miejscu, a ta całość przypominała mi przeszłość i czasy liceum. Przeszłość, w której ona odgrywała dość znaczącą rolę.
Chciałem na to odreagować i pobyć trochę z Nono, bo w trakcie sezonu nie widujemy się zbyt często, ale ten mnie zbył, mówiąc, że pomaga przyjaciółce w przeprowadzce. Przyjaciółka... Tak się teraz mówi? No ale mniejsza, byłem pewien, że niedługo ją poznam.
Mama dużo mi opowiadała o tym, co działo się u Al. Najbardziej skupiła się nad wątkiem jej życia zawodowego, pomijając coś bardziej oczywistego i tego, co mogło mnie interesować. Rozdrabniała się nad tym, że pracuje jako architekt – w sumie niedaleko – w Norymberdze, gdzie mieszka Ivan, i jest jedną z najlepszych w swoim fachu w całej Bawarii. Nie powiem, że nie odczuwałem dziwnego mrowienia w brzuchu, kiedy słuchałem o niej. Przez chwilę też chciałem ją odwiedzić, ale... Momentalnie ten pomysł uciekł, jakby się bał reakcji mojego rozumu, który by go zlinczował.
Pewnie na dobrą sprawę o mnie zapomniała. O mnie i o tym, w jaki sposób się dowiedziała o tym wszystkim. Drugą opcją było to, że mogła mnie nienawidzić za to, że odszedłem bez chociażby słowa wyjaśnienia.
Nie widziałem jej od pięciu długich lat. Od chwili, kiedy odszedłem z TSV. Brakowało mi jej. Tego docinania sobie przy znajomych i tej dziwnej relacji, jaka była między nami, kiedy byliśmy sami. Brakowało mi naszych długich rozmów, tego, że pomagała mi dosłownie wszędzie i ze wszystkim... Chociaż może najłatwiej powiedzieć, że to za nią tęskniłem? Gdzie tam, to głupie. Przecież byliśmy tylko, w sumie aż, przyjaciółmi.
- A właśnie! Sarah mi powiedziała, że Alessa się przeprowadza. Tu, do Monachium - mama pacnęła się w czoło, jakby zapomniała mi powiedzieć, że nie mam jeść tego ciasta, bo jest przeterminowane. Dokładnie tego ciasta, którym się nie zadławiłem z wrażenia.
- Żartujesz, prawda? - uderzyłem się pięścią w mostek, kaszląc. Rodzicielka podeszła do mnie i dość energicznie poklepała mnie po plecach. Zrobiło mi się od razu lepiej.
- Oczywiście, że nie! Sarah się niezmiernie ucieszyła, bowiem Alessa rzadko przyjeżdżała, a tak to będzie miała w miarę do niej blisko.
- Przecież Norymberga nie jest tak daleko - mruknąłem, popijając ciepłe kakao. Jeszcze raz kaszlnąłem i znów spojrzałem na mamę, czekając na jej odpowiedź.
- No nie, ale Alessa Sarze zawsze mówiła, że nie ma czasu, bo ma zbyt wiele pracy - wzruszyła ramionami, a mi... Wydało się to dziwne. No bez przesady! To nawet ja jestem w stanie znaleźć chociaż jeden dzień w miesiącu dla rodziców... No cóż... dziwne.
Dokończyłem swój kawałek ciasta i dopiłem ciepły napój, po czym zasiadłem przed telewizorem. Mama wyszła z domu, mówiąc, że idzie się spotkać z przyjaciółką. Taty nie było od rana, a wrócić miał dopiero wieczorem. Mogłem wpaść do Nono, pomóc mu ogarnąć sprawy związane z sylwestrem, ale tak często odpowiadał na moje wiadomości, że momentalnie zrezygnowałem. Na pewno nadal pomagał tej swojej przyjaciółeczce.
W sumie mógłbym pójść do państwa Kleber na herbatę i ciasto. Odwiedzić ich tak po prostu, dowiedzieć się czegoś nowego. Sarah zawsze miała mnie za takiego synusia, o którym zawsze marzyła. Ale co, jeśli Al tam jest? Na dobrą sprawę to wyjście jest naprawdę szalonym i ryzykownym pomysłem. Co mógłbym jej powiedzieć, gdybyśmy się zobaczyli? Bo na zwykłe „przepraszam” to chyba za późno. Przecież wyjechałem bez słowa pożegnania.
Ostatecznie zostałem w domu, a towarzystwa mi dotrzymywał Ivan, który postanowił odwiedzić swoje stare śmieci. Mnie też, tak po drodze. Siedzieliśmy w moim pokoju, jak za starych dobrych czasów i graliśmy na konsoli. Znów poczułem się jak licealista, który grywał w młodzieżówkach, a prosto ze szkoły pędził na trening.
- Ej, o co chodzi Nono z przeprowadzką przyjaciółki? Przygruchał sobie dziewczynę, a nam próbuje wcisnąć kit? - tak, musiałem o to zapytać. Nie potrafiłem się dłużej wstrzymać. Wiedziałem, że Ivan powie mi coś więcej na ten temat.
- No co Ty! Z początku też tak myślałem, jak do mnie przyjechał i powiedział, że muszę mu pomóc w jednej sprawie.
Zamurowało mnie. Po jaką cholerę pakował jeszcze w to Ivana?
- T...to Ty też tam byłeś?
- No byłem. Alessandra to spoko laska, z niezłym poczuciem humoru i jeszcze lepszym uśmiechem - cmoknął ustami na samo wspomnienie dziewczyny. - Stary, musisz ją zobaczyć. Nono mówił, że chodziła do naszej szkoły, ale jakoś nie byłem w stanie jej sobie przypomnieć.
Zacząłem kojarzyć fakty. Alessandra, która chodziła do naszej szkoły... Ale Al przecież nie trawiła się z Kodjovim! Chyba, że postępowała dokładnie tak samo, jak ze mną... Nie wiem, dziwne.
- Mo! - Kneza pomachał mi dłonią przed oczami. Gwałtownie zamrugałem. - Zakochałeś się, czy co?
- Eh, nie, po prostu... trochę się zamyśliłem.
To była prawda. Moje myśli znów podryfowały do czasów liceum. Do Al i jej ostrych pyskówek z Koussou. Do tego, że docinali sobie jeszcze bardziej, niż ze mną.
- O Alessandrze, co nie? Spoko, Nono mi powiedział, że wpada do niego na sylwestra. Jeszcze tym bardziej jak jesteś wolny... - poruszył zabawnie brwiami, uderzając mnie w ramię.
czytając o tym 🙊 zrobiło mi się tak z lekka lepiej, hehs. jak po rozdziale? kiedy niekumaty Mo skuma, że chodzi o jedną osobę? :v

Ah Ci faceci, czemu oni tak wolno kojarzą fakty? Nigdy nie zrozumiem ich logiki :D Czekam na kolejny (mam nadzieje, że Mo już tam ogarnie system :p) pozdrawiam <3
OdpowiedzUsuńkiedy skuma, wlasnie dobre pytanie! mam nadzieje ze szybko :v
OdpowiedzUsuńDominiko! :D
OdpowiedzUsuńObdarz Moritza rozumem i niech w końcu obczai że chodzi o TĘ OSOBĘ, bo doprowadzi mnie do wewnętrznej irytacji XDD
Czekam na kolejny rozdział! <3
Nigdy nie skuma, bo sie kumpluje z debilem /Wiks
OdpowiedzUsuńCudo 💕💕💕💕
OdpowiedzUsuń